czwartek, 9 listopada 2017

Silna wola!



Witajcie :)
Jestem dziś w dobrym humorze ze względu na to, co się wydarzyło wczoraj i dziś.
Wczoraj wieczorem miałam iść z ludźmi ze szkoły weekendowej na spektakl, w którym występowali nasi wykładowcy, ale strasznie się czułam. Mimo to przespałam się chwilę, wypiłam herbatę, wzięłam aspirynę i poszłam. I nie żałuję! Spektakl nie był powalający, ale i tak dostrzegłam parę aspektów technicznych i na pewno się czegoś nauczyłam. Po spektaklu poszliśmy całą grupą do restauracji. Choć było już późno to byłam mega głodna i zdecydowałam się zjeść coś niezbyt kalorycznego. Niestety w restauracji nie było ani jednej sałatki... Tylko makarony, pizze i ryby. Mogłam wziąć rybę w ostateczności, ale jakoś nie przepadam za rybami. Dlatego wzięłam tylko rozgrzewającą herbatkę malinową. Była przepyszna <3 A potem z 2 dziewczynami poszłyśmy na shishę, gdzie oprócz niej wypiłyśmy kolejną herbatę (jakąś chińską, ale mocne było to cholerstwo xD). Siedziałyśmy i miałyśmy zboczone rozmowy, uśmiałyśmy się i było genialnie! Wychodząc z tamtej restauracji wciąż byłam głodna i już miałam plan, że jak tylko zostanę sama to pójdę do całodobowego Maka i opierniczę sobie zestaw... Ale po shishy i herbacie było mi lepiej i poczułam się pewniej. Przecież jedzenie nie będzie mną rządzić! I poszłam prosto do domu. Jestem z siebie mega dumna, że dałam radę i nie uległam pokusom :)
Dziś też się zapowiada świetny dzień. Mogłam odespać wczorajsze spotkanie (wróciłam do mieszkania o 1:20), dlatego wstałam o 11, wzięłam sobie zdrowe śniadanko i sprawdziłam na fb grupę ze studiów. Okazało się, że nasze jedyne zajęcia dzisiaj (dokładnie wykład) przepadły! Mam wolne! :D No prawie, bo o 17 mam trening judo. Ale poza tym mam czas pouzupełniać zaległości na studia, pouczyć się na trudne kolokwium na poniedziałek i odrobić zadanie do szkoły. Muszę wymyślić etiudę o samotności i napisać opowiadanie... Na opowiadanie mam milion pomysłów, ale na etiudę już niekoniecznie :/ A nie może być improwizowana, musi być przemyślana i dopracowana. Kurde, nie wiem, co wymyślić... No nic, jakoś dam radę. Bo jak nie ja to kto?

Jako że piszę posta stosunkowo wcześnie (12:15), to bilans może się jeszcze zmienić, ale jak na razie zaplanowałam go sobie tak:

ś: płatki owsiane (146), garść suszonej żurawiny (116), jogurt naturalny grecki 0% (78), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: -
o: rosół z warzywami i makaronem (185)
p: jabłko (94)
k: chleb wieloziarnisty (123), ser (48), wędlina (24), ogórek (2), ketchup (22), herbata

Razem: 901 kcal

Mam nadzieję, że bilans się nie zmieni, a jeśli już to niewiele. Jeśli zjem coś jeszcze to na pewno wieczorem jeszcze poćwiczę (oprócz judo).

Tematyczne posty zacznę pisać już niedługo, tylko najpierw zbiorę trochę materiałów. I sądząc po waszych komentarzach jesteście otwarte na różne tematy. Więc pierwsze posty będą o diecie i ćwiczeniach, a później jeśli będziecie chciały to napiszę coś o teatrze, cosplay'u, itp.

Ok, zmykam, bo mimo, że ma wolne, to trochę rzeczy do zrobienia jest.
Trzymajcie się kochane :*
Tenshi Kaosu




wtorek, 7 listopada 2017

Posty tematyczne?



Hejka!
Jakiś mam dziwny dzień. Niby z dietą poszło całkiem dobrze, ale źle się czuję, wydaje mi się, że bilans strasznie wysoki wyszedł... I z ćwiczeniami podobnie. Bo jednak czuję się wykończona po dzisiejszym treningu, ale kiedy P. chciał ze mną ćwiczyć i mu odmówiłam to poczułam się jak leń śmierdzący... Mam wyrzuty sumienia, że jem za dużo, a ćwiczę za mało...

Bilans:
ś: chleb wieloziarnisty (123), ser biały (48), wędlina (24), ketchup (22), ogórek konserwowy (2), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: Apetiblock
o: kasza jaglana 50g (175), sos węgiersko-meksykański (255)
p: baton proteinowy (218)
k: jogurt naturalny grecki 0% (88), 2 łyżeczki płatków owsianych (73), 2 łyżeczki suszonej żurawiny (80), kawa zbożowa z mlekiem (63)

Razem: 1234 kcal

Trening: 1,5 godziny judo


Chciałabym co jakiś czas wrzucać tu jakieś posty tematyczne. Tylko, że nie mam pomysłu. Albo mam wręcz za dużo i nie wiem, na co się zdecydować xD Czym bylibyście najbardziej zainteresowani? Dieta? Ćwiczenia? Czy może zupełnie co innego?

Ech, jakoś nie mogę się pozbyć tych wyrzutów sumienia... Idę się położyć. Przynajmniej raz się wyśpię.

Trzymajcie się :*
Tenshi Kaosu





poniedziałek, 6 listopada 2017



Witajcie!
U mnie wciąż świetnie :)
Trzymam dietę. Względnie, bo w niedzielę na obiad po szkole poszłam z ludźmi na chińskie żarcie i za cholerę nie mam pojęcia, ile to może mieć kalorii. A potem stwierdziłam, że robię cheat day i pozwoliłam sobie na mrożony jogurt z owocami i piwo wieczorem. Mam wrażenie, że jakoś za często sobie robię te cheat day'e :/ I jeszcze odpuściłam wczoraj trening...
Ale za to dzisiaj się poprawiłam. Dieta była i porządny trening (z P.) też :)

Bilans:

ś: owsianka (238), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: pół jabłka (52)
o: chleb wieloziarnisty x2 (172), ser biały (96), wędlina (36), ketchup (22), ogórek (2)
p: pół jabłka (52)
k: kasza jaglana 50g (175), sos węgiersko-meksykański (255), herbata

Razem: 1163 kcal

Trening: Chodakowska - Turbo spalanie, A6W - dzień 2, 6 min. na wewnętrzną stronę ud, 20 min. rozciągania.

Padam na twarz po tym treningu. Miałam tyle energii i myślałam, że po treningu obejrzę serial, czy coś. Nie spodziewałam się, że skończę tak późno i o godz. 00:48 będę jeszcze pisać posta. No cóż. To w sumie nie będę się dziś rozpisywać, bo nie ma sensu. Opiszę dokładniej, co u mnie, jak będę miała czas i energię ;)

Mam nadzieję, że u was też świetnie moje kochane. Dziękuję za wasze komentarze, na prawdę dodają mi skrzydeł :*

Trzymajcie się!
Wasza Tenshi Kaosu <3






czwartek, 2 listopada 2017



Hej.
U mnie wprost świetnie!
Na studiach ok. Mam teoretycznie trochę zaległości, bo nie poszłam na zajęcia w zeszły piątek. Na pierwsze zajęcia na 8 zaspaliśmy z P. A kiedy już wstaliśmy i zbieraliśmy się na następne, to dostałam okresu i takich skurczy, że nie byłam w stanie się ruszać. Nienawidzę okresu. W ciągu 15 minut od dostania go potrafią mnie tak dobić skurcze, że nie mogę się ruszać, dostaję sraczki, kołatania serca, jest mi niedobrze, duszności, parę razy zdarzyło mi się nawet zemdleć z bólu. Ten okres i tak nie był najgorszy, ale bólu jak co miesiąc okropny. No nieważne. Jestem przekonana, że zaległości szybko nadrobię :)

Dieta. Cóż na razie jak najzdrowiej i w miarę nie za dużo. Wykluczam powoli rzeczy z diety. Co prawda we wtorek miałam totalny cheat day. Mieliśmy parapetówkę w mieszkaniu z P. Zaprosiliśmy znajomych ze studiów, a te wariaty zrobiły nam prezent-niespodziankę. No kochani <3 I był alkohol, chipsy, soki, cola. Na obiad zamówiliśmy pizzę. No i w środę szału nie było, bo obiad i deser przy rodzinnym stole. Fakt na ciastko i cukierki skusiłam się z własnej woli, ale wieczorem po powrocie do mieszkania ćwiczyliśmy z P. Poza tym odniosłam mały sukces. W środę w pewnym momencie zostałam sama w domu. Poszłam z ciekawości do barku, a tam... 3 paczki chipsów (ulubionych), czekolada mleczna i biała, wafelki, batoniki... Po 10 min. gapienia się i wewnętrznej walki stwierdziłam, że i tak zjadłam kawałek sernika, więc bardziej zawalić nie mogę. Wzięłam Apetiblock, popiłam wodą i poszłam spać. Tenshi 1, pyszności 0.

Treningi. Z nimi też coraz lepiej. Ćwiczymy w mieszkaniu z P. Miejsca nie ma za dużo, ale dajemy radę. A ja jestem przeszczęśliwa, że on ćwiczy ze mną, bo to mnie dodatkowo motywuje :) Nawet zgodził się na rozciąganie. I skrupulatnie się rozciągamy do szpagatów :D

No nic, to bilans:

ś: wasa x4 (84), ser do smarowania (154), wędlina (63), ogórek konserwowy (4), ketchup (44), herbata
IIś: -
o: kawałek kurczaka duszonego (181), kasza gryczana (143), sos węgierski (122), ogórek konserwowy (4)
p: -
k: jogurt naturalny grecki (88), płatki kukurydziane (112), jabłko (94), banan (115), kawa zbożowa z mlekiem (63)

Razem: 1271 kcal

Trening: 2 godziny na wrotkach, A6W - dzień 1, Mel B - rozgrzewka, ramiona, 6 min. na wewnętrzną stronę ud, 15 min. rozciągania.

To tyle. Zmykam spać, bo mam na 8. A tym razem nie mogę zaspać! Obiecuję, że przez weekend przeczytam, co u was. I w następnym poście odpowiem na wasze komentarze, za które już teraz dziękuję <3

Trzymajcie się :*
Wasza Tenshi Kaosu






czwartek, 26 października 2017

My only rival is within...


"I won't let my demons win
My only rival is within
I will fight through thick and thin
My only rival is within!"

Witajcie.
Od razu przepraszam za długie przerwy w pisaniu. Ciężko jest ogarnąć to wszystko na raz. Studia, szkoła, mieszkanie, judo, nauka. Dziś z rana byłam jeszcze udzielać korepetycji. Zarobiłam 25 zł za godzinkę korków. A chwilę później wydałam wszystko na wydruki materiałów na krystalografię... Smutne. Myślałam, że się nacieszę pieniążkami :c Będę musiała posprzedawać stare książki, gry i ciuchy. Może wtedy sobie coś odłożę. 

Z jednej strony jestem z siebie dumna, że w tym roku jesień - porę, w którą rok i dwa lata temu miałam nawroty głębokiej depresji, cięłam się i miałam myśli samobójcze - w tym roku znoszę bardzo dobrze. Próbuję znów się wkręcić w studenckie życie. Uczę się pilnie (jak na mnie) i na razie idzie mi spoko. W szkole weekendowej jest tak cudownie, że nie jestem w stanie tego opisać! <3 Ludzie są świetni, na każdym zajęciach zaskakujemy sami siebie tym, ile mamy pozytywnej energii. Ostatnio miałam nawet zajęcia z pewną znaną aktorką i bardzo mnie chwaliła :') Już się nie mogę doczekać soboty :3

Dieta? Na razie jej nie było. Do dziś. To znaczy nie przerzuciłam się nagle na tylko fit/vegan/hgsd/abc, ani nic z tych rzeczy. Ale słuchając dziś tej pięknej piosenki, którą wrzuciłam wyżej wsłuchałam się w tekst. 
I dotarł do mnie sens tych słów. 
 Ja jestem swoim jedynym rywalem. Wiem, że nie będę miała ze sobą lekko. Jestem swoim najcięższym wrogiem. Ale mogę siebie pokonać. Już kilka razy mi się udało. Dlaczego miałoby się nie udać tym razem? Jasne, że się uda. Będzie ciężko. Będą potknięcia. Będą łzy, przekleństwa, pot, chwile załamania, chęć rzucenia tego w cholerę. Ale jak tylko osiągnę choćby mały sukcesik na drodze do spełnienia celu pojawi się też radość, satysfakcja, moc, jeszcze więcej motywacji. Będzie dobrze. Nie obiecuję tego wam. Obiecuję to sobie. Będę walczyć dalej. Nie poddam się dopóki sama nie będę zadowolona z efektów, jakiekolwiek by one nie były. Spodobam się sobie, gdy schudnę 10 kg? Spoko, to teraz tylko utrzymać wagę. Spodobam się sobie, gdy zobaczę wyrobione mięśnie? Super, będę je dalej rzeźbić. Spodoba mi się, że mam lepszą kondycję, ale chcę jeszcze szybciej biegać? Dobra, to lecę na trening. 

WALCZĘ! A ten cytat z piosenki chyba zostanie moim mottem do tej walki :)

Już dziś mogę się pochwalić drobnym sukcesem:

ś: owsianka z maliną i żurawiną (248), cappucino (76)
IIś: baton proteinowy (218)
o: pieczeń wołowa (370), ryż z warzywami (238), sos (74)
p: - 
k: 2x wasa (94), hummus (98), wędlina (36), 2x plaster pomidora (8), ketchup (22), ogórek konserwowy (12), herbata

Razem: 1494 kcal

Trening: Mel B - rozgrzewka, brzuch, ramiona; MC Sexy Legs; 6 min. na wewnętrzną stronę ud, 15 min. rozciągania.

Jedzenia wciąż dużo, ale przynajmniej już nie takie byle co jak kiedyś i trening był :) Okazało się, że mimo przerwy w rozciąganiu nie jest ze mną źle. Jeśli będę się rozciągać min. 4x w tygodniu to za 2-3 tygodnie robię szpagat męski bez problemu. A za 5-6 tygodni zrobię nawet damski! :D Uda mi się, wiem to ;)

A jak u was skarby? Jak sobie radzicie w tę "depresyjną" porę? :)
Tenshi Kaosu





wtorek, 17 października 2017

Zachwiania nastroju




Hej.
Niby lepiej, niby gorzej. Mam wrażenie, że ostatnio się "bujam" między radością a depresją.
Na studiach ok. W szkole weekendowej zajebiście. Występy się udały, P. mówił, że nawet ładnie sobie poradziłam z tańcem. Za to przytyłam do 70 kg. Opuściłam dziś trening judo. Dlaczego? Sama chyba do końca nie wiem. I byłam w Maku. I wpierdalałam. W ogóle ostatnio jem dużo i raczej czego popadnie.
To co? Czas na podejście do diety nr 94533458923538? Chyba tak. Co innego mi pozostało?
Spróbuję to zrobić lepiej. Bardziej przemyślanie. W ogóle mam dużo rzeczy do zrobienia. I do przemyślenia. Czemu będąc tak starą dalej tak często się gubię?

Mam nadzieję, że wy trzymacie się lepiej... :*
TK


wtorek, 10 października 2017

Karuzela uczuć


Witajcie!
Bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność. Mam teraz zwariowany okres. Udało mi się zdać ostatni egzamin, załatwiłam wszystkie wpisy i oficjalnie rozpoczęłam 2 rok chemii :)

Udało się też znaleźć mieszkanie dla mnie i P. Przeprowadziliśmy się w sobotę. Mieszkanie jest nie za duże, nie za małe. I mamy z niego 3 min. do uczelni. Niestety jest trochę brudne po poprzedniczce, ale jak tylko będę miała chwilę wolnego to pobawię się w Perfekcyjną Panią Domu i odpicuję to mieszkanie na błysk. Poza tym musi minąć trochę czasu, zanim się przyzwyczaję i zacznę traktować to mieszkanko jak prawdziwy dom. Ale dom to przede wszystkim ludzie. A ja jestem tutaj z moim ukochanym, więc już bliżej temu do prawdziwego domu niż dalej ;)

W weekend miałam pierwsze zajęcia w Policealnej Szkole Aktorskiej. Było ZAJEBIŚCIE! Mamy wspaniałych (i mega przystojnych) prowadzących, zgraną grupę i świetną atmosferę na zajęciach. Nie będę po kolei opisywać każdych zajęć, bo jak zacznę to nie skończę xD Ale jestem zachwycona tą szkołą. I poczułam się wyróżniona, gdy na niedzielnych zajęciach zgłosiłam się na ochotnika, żeby zaprezentować piosenkę i prowadzący stwierdzić, że wykonuję ją zajebiście (dosłownie powiedział "zajebiste", poza tym większość prowadzących rzuca kurwami na zajęciach xD) i jest stworzona dla mnie i on nie będzie tam nic zmieniał. Grupie też się podobała. Nawet jak po zajęciach poszliśmy na chwilę na miasto to mnie chwalili :')

W tym semestrze mam zajęcia z wfu. Stwierdziłam, że zapiszę się na jakieś zajęcia z akademickiego związku sportowego. Wahałam się między tańcem jazzowym, akrobatyką a judo, które już kiedyś trenowałam przez 8 lat. Kiedy jednak doszło do rejestracji okazało się, że na taniec nie ma wolnych miejsc, a akrobatyka jest w sąsiednim mieście i musiałabym tam specjalnie dojeżdżać. Na szczęście judo jest w budynku obok mojego wydziału i załapałam się na ostatnie wolne miejsce. Dziś był pierwszy trening. Trener dowiedział się, że kiedyś trenowałam i wszystko pokazywał na mnie. Po treningu poszłam się go jeszcze zapytać, czy będzie egzamin na wyższe belki (stopnie zaawansowania w judo). Opieprzył mnie, że po 8 latach treningu mam taki niski stopień, na co powiedziałam mu, że zdałam na wyższy, tylko miałam długą przerwę i nie jestem godna tak wysokiego stopnia. Na co sensei powiedział, że stopnie są na całe życie i muszę sobie po prostu szybko wszystko przypomnieć i w kwietniu jadę z jego reprezentacją na mistrzostwa wojewódzkie i Polski. Także tego... Nawet mnie nie zapytał, tylko poinformował, że jadę i tyle xD Powiedział, że mogę się po czymś takim ubiegać o stypendium sportowe. Skisłam. Ja, która zawsze miała z aktywnością trochę na bakier i stypendium... No teraz to już muszę schudnąć, bo jakby mi się udało to ździebko wstyd mieć stypendium sportowe i wyglądać jak ciepła klucha...

Niestety oprócz radości i satysfakcji z opisanych wyżej wydarzeń jest mi też trochę przykro z powodu występu, który mnie czeka w sobotę. Pamiętacie układ z B., że jeśli schudnę wystarczająco to wniesie mnie na scenę? Niestety z układu nici, bo po pierwsze ja nie schudłam, a wręcz przytyłam (nie wiem dokładnie ile, bo nie mam na razie wagi, jak zostanie mi hajs po opłaceniu rachunków to ją sobie kupię), a poza tym okazało się, że wszyscy będziemy wnosić dzieci z młodszej grupy. Ale nie nad tym się załamuję. Ale nad akcją, która miała miejsce na wczorajszej próbie. Przyjechałam specjalnie do domu, żeby pojechać na ten trening. Niestety w zeszłym tygodniu na treningu byłam tylko raz, bo robili je o takich godzinach, że albo siedziałam jeszcze na uczelni, albo nie zdążyłabym dojechać. Ale za to byłam na warsztatach w czerwcu i sierpniu, gdzie układaliśmy te choreografie. I zawsze stałam z przodu. A wczoraj na treningu kazali mi wypierdalać na sam tył, bo "nie chodzę na próby". Przede mną stoi laska mojego wzrostu i dwóch wysokich chłopaków. Czyli morał z tego taki, że choćbym nie wiem, jak się starała to i tak nie będzie mnie widać. Świetnie. Poświęciłam temu trochę pracy, czasu, pieniędzy i serca, a w zamian zostałam wyjebana na tył. Kurwa. O mało się nie rozpłakałam na treningu. Ale udawałam, że jest ok. Popłakałam się dopiero dzisiaj, jak opowiadałam to P. Ale trudno. Zatańczyć muszę. Tak jak wcześniej czekałam z niecierpliwością na ten występ, tak teraz chcę to tylko odjebać i mieć spokój. Szkoda, że to tak wygląda... Ale pewnie w niedzielę przed wejściem na scenę ambicja weźmie górę i zatańczę najlepiej, jak tylko potrafię przyćmiewając resztę (w moim wyobrażeniu).

Ale się rozpisałam. Przepraszam. Tak to jest jak mnie nie ma 2 tygodnie, a potem próbuję to wszystko nadrobić. No nic. Na razie to tyle. Bo o diecie nie ma, co gadać. Zaczęłam w poniedziałek powoli ogarniać dupę. Kiedy wrócę na dobre tory to wtedy będę się chwalić. A na razie blog będzie po prostu pamiętnikiem.

Ja spadam, bo mój biedny ukochany narzeka, że chciał spędzić ze mną trochę czasu, a ja tylko piszę i piszę :P Jutro poczytam, co u was, ale mam nadzieję, że dobrze. Trzymajcie się :*