wtorek, 19 czerwca 2018

Słodkie spełnione marzenie i gorycz rzeczywistości



Cześć :)

Egzaminy poszły mi świetnie! Na sobotni egzamin jedna z dyrektorek przyjechała z jeszcze jednym aktorem (czyli w komisji 2 zawodowych aktorów i logopeda artystyczny). Każdy musiał zaprezentować kilka tekstów i piosenki, a później dostawaliśmy zadania aktorskie. Na początku był lekki stresik, ale później jakoś mi przeszło i stałam tam po prostu pełna pozytywnej energii do działania :) Po egzaminie każdy indywidualnie podchodził do komisji na omówienie. Kiedy ja weszłam usłyszałam od dyrektorki (zawodowej aktorki, dość znanej): "Mam do ciebie tylko jedną uwagę... Dlaczego ty pierdoło nie zdawałaś w tym roku do Akademii Teatralnej?" :D Powiedziałam, że nie byłam jeszcze pewna swojego przygotowania i że muszę się jeszcze doszkolić. A ona i nas gość dopytywali mnie, czy na pewno będę zdawać, bo szkoda by taki talent zmarnować... Wspomniałam, że myślałam raczej o kierunku wokalno-aktorskim zamiast o aktorstwie dramatycznym, a dyrektorka mi odpowiedziała tak: "Idź dziewczyno, ty masz kawał głosu. Nadajesz się tam!" :') Nie powiem, usłyszeć coś takiego z ust tak dobrej aktorki, która jest autorytetem, to chyba najlepsze co mogło mnie spotkać... No i oczywiście dwie 6 i jedna 5 (za dykcję) wpadły do indeksu.

W niedzielę były 2 egzaminy z tańców: ludowego i współczesnego. Też poszło mi całkiem nieźle. Z ludowego dostałam 6- (za drobne niedociągnięcia, ale mało zauważalne podobno), a ze współczesnego 5. Zapytałam nauczyciela, co byłoby do poprawy, bo nie ukrywam, że zawsze chciałam się nauczyć tańczyć i jest to jakaś moja chora ambicja, żeby robić to najlepiej jak to możliwe. Powiedział mi, że mam wyczucie rytmu, odwagę, energię i to wszystko super, ale że brakuje mi warunków zewnętrznych. Mówił głównie o tym, żebym wzmocniła mięśnie i pracowała nad techniką, ale między wierszami dał mi też do zrozumienia, iż musiałabym trochę schudnąć. Przyjęłam i planuję zaskoczyć go swoją sylwetką w październiku, kiedy zaczniemy 2 rok. Bo nie ma opcji, żebym tym razem się poddała i nie schudła ;)

Skąd więc gorycz rzeczywistości? A w tym, że usłyszałam znowu kilka nieprzyjemnych słów od mamy. W tym, że mam pełno stresów. Dostałam pisma z PIPu i prokuratury w sprawie mojej poprzedniej pracy. Ani jedni ani drudzy "nie znaleźli podstaw do wszczęcia postępowania", co oznacza, że od chuja ani nie dostanę pieniędzy, ani nie zostanie on ukarany... Polska sprawiedliwość, kurwa mać. Poza tym w poniedziałek w zeszłym tygodniu miałam dostać umowę stażową. Miała przyjść poleconym do restauracji, a do tej pory jej nie ma. Za chwilę znowu się okaże, że przepracuję miesiąc za darmo... Jutro mam wolne i od rana będę się do nich dobijać, zrobię im z dupy jesień średniowiecza, bo do tej pory tylko słyszałam "Jeszcze nie ma tej umowy? Aaaa, pani się nie przejmuje, pewnie przyjdzie jutro". A na dodatek dieta przez weekend nie wyszła jakoś zachwycająco, nie wspominając dzisiejszy napad z okazji pierwszego dnia okresu... No i zerowe napiwki w pracy, bo wszystko zgarnia kelnerka, która mnie uczy...

Chciałam jeszcze dziś wieczorem poćwiczyć, żeby odpokutować te 2 Milky Waye, paczkę żelków i kilka garści karmelizowanych orzechów, które pochłonęłam w czasie napadu, ale ostatecznie chwyciłam się za sprzątanie (bo obecnie tonę w bałaganie ;c), a potem stwierdziłam, że jestem zbyt zmęczona pracą i okresem dzisiaj, więc idę się kąpać i spać. Jak na złość po kąpieli odechciało mi się spać... Więc myślę, że zajrzę jeszcze do was, może obejrzę jakiś film o anoreksji, żeby się zmotywować na jutro i wtedy pójdę do łóżka. Jutro mam wolne w pracy, ale też czeka mnie masa obowiązków w domu. Ja nie wiem, kiedy ja to wszystko ogarnę...

Nic, lecę. Zostawiam wam jeszcze trochę thinspo i życzę dobrej nocy i powodzenia ;*
Tenshi Kaosu










piątek, 15 czerwca 2018

Pamiętaj słowa matki


Hej. Piszę z telefonu, więc post będzie krótki. 

Z dietą dziś chyba całkiem w porządku. Na śniadanie owsianka z bananem i żurawiną, na obiad pizza domowej roboty (pewnie dość sporo kcal, ale mam tyle rzeczy na głowie, że nie chciało mi się z babcią spierać o obiad) i kawa mrożona w pracy (oczywiście bez cukru). Myślę, że razem wyjdzie ok. 1000 kcal maksymalnie. Treningu dziś nie było. 

Jutro mam bardzo ważny egzamin z dyrektorką. Przed chwilą przeglądałam szafę szukając odpowiedniej sukienki na ten egzamin. Mierzyłam pewną sukienkę, którą pod koniec 2 klasy liceum miałam nawet ciut za dużą, później była akurat. Teraz jakoś w nią weszłam, ale jak poprosiłam mamę, żeby zapięła zamek to stwierdziła, że się nie da. "Boże, to ty aż tak przytyłaś? To się tak da?". No kurwa widocznie się da! Wiedziałam, że w ciągu ostatniego roku sporo mnie przybyło (widać to chociażby po wadze), ale nie musiała mi tak wrednie tego wypominać. Potem mierzyłam jeszcze inne sukienki to przy każdej mówiła coś w stylu "Jak można się tak roztyć?"... 

Z jednej strony zrobiło mi się przykro, a z drugiej trochę mnie to zmotywowało, żeby jeszcze bardziej się starać. Dlatego jutro na 6:30 jestem umówiona z przyjaciółką S. na basen. 

Lecę spać, żeby jakoś wstać na ten basen i nie mieć worów pod oczami na egzaminie. 
Trzymajcie kciuki za egzamin i moją dietę! 
Tenshi Kaosu 





środa, 13 czerwca 2018

Dzień 2 i 3


Cześć :)
Zmęczona, ale w dość pozytywnym nastroju. To znaczy względnie.

Dorosłe życie jest trudne xD Wracając do domu cieszyłam się, że będę miała w miarę regularny plan dnia dzięki pracy, w której będę spędzać 8 godzin dziennie, a resztę czasu będę mogła sprzątać, czytać książki, oglądać seriale, ćwiczyć, przygotowywać jakieś dobre koktajle w domu, grać na pianinie, czy choćby spotykać się ze znajomymi. W praktyce wygląda to od 3 dni tak:

Wstaję koło godziny 9, robię sobie śniadanie, sprawdzam blogi, robię coś z czynności sprzątających (myję podłogi, czy okno), szykuję się na 12 do pracy (bus o 11:15), siedzę w pracy do 20, wracam koło 20:30 do domu, kolacja, chwila na blogi i albo znów coś drobnego sprzątam, albo ćwiczę, kąpiel i w praktyce kładę się spać między północą a 1. Następnego dnia od nowa. Nie narzekam na samą pracę. Choć może się to wydawać dziwne, ale podoba mi się praca kelnerki. Nie na całe życie, ale chwilowo jak najbardziej. Żałuję jednak, że nie umiem tego czasu tak wygospodarować, żeby móc chociaż pograć na tym pianinie. Przez cały rok bardzo mi tego brakowało i cieszyłam się, że teraz będę mogła grać. Obiecywałam sobie, że będę temu poświęcać przynajmniej godzinę dziennie. A tak jak jestem w domu drugi tydzień, tak ani razu jeszcze nie siedziałam przy instrumencie, bo co chwilę coś. Tu rozpakowywanie, tu sprzątanie, tu praca, to jeszcze załatwianie tego czy tamtego. W weekend mam jeszcze egzaminy w szkole. Trochę się stresuję, bo są to jedne z ważniejszych a zarazem trudniejszych. 3 egzaminy. Z tańca ludowego, z tańca współczesnego i najważniejszy z 2 dyrektorkami: dykcja, interpretacja teksów i elementarne zadania aktorskie. Myślę, że zdam. Ale zależy mi bardzo na jak najlepszych ocenach. Usłyszałam jakiś czas temu od jednej z dyrektorek, że jestem jej największą dumą. Sukces tym większy, bo jest ona znaną i poważaną aktorką. Dlatego mega się spinam przed tym egzaminem, żeby wypaść jak najlepiej.

Dobra, dość o tym. Jakoś to będzie. Jak tylko mam luźniej w pracy to ćwiczę sobie teksty na egzamin, więc będzie git. Muszę jeszcze tylko przyciąć muzykę na egzamin z tańca współczesnego. Ech, kolejna rzecz do roboty. A do pianina to chyba nie siądę w tym stuleciu ;-;

Dobra, czas na dietkę.

Bilans z 12.06

ś: chleb ziarnisty x2 (158), ser biały (48), sałata (4), wędlina (24), ketchup (15), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś:kawałek ciasta (ok.450)
o: kawałek ciasta (ok.450), kawa mrożona (63)
p: -
k: wasa żytnia x3 (75), ser biały (72), wędlina (36), ogórek (5), ketchup (15)

Razem: 1478 kcal

Trening: Chodakowska - interwały (razem 30 min.)


Bilans 13.06

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), sałata (4), wędlina (24), ketchup (15), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: koktajl porzeczkowy (ok.200)
o: zupa krem z pora z pieczonym kalafiorem (ok. 500)
p: kawa mrożona (63)
k: wasa żytnia x3 (75), ser biały (72), wędlina (36), ogórek (7), ketchup (15), herbata

Razem: 1283 kcal

Trening: Mel B - rozgrzewka, cardio, ramiona i brzuch (razem 40 min.) - w planie

Kurde, muszę jednak na bieżąco liczyć bilanse :/ Wydawało mi się, że mimo wszystko wyjdzie mniej. Szczególnie ta zupa, bo że ciasto ma dużo kalorii to się nie dziwię. Ale zjadłam je, bo jedna z kucharek miała urodziny i specjalnie przyniosła dla pracowników. A dziś w pracy byłam tak głodna, że musiałam coś zjeść i mając do wyboru 10 różnych zup, postawiłam na tę akurat, bo brzmiała dla mnie dość zdrowo. Niestety dopiero po zjedzeniu dowiedziałam się, że por i kalafior pieczone są na maśle, a na koniec dodana jest śmietana...

Ech, strasznie się dziś rozpisałam. Kończę lepiej, bo muszę jeszcze poćwiczyć, a rano wstać dość wcześnie, bo o 8:30 przyjeżdża P.

Dobranoc Motylki :*
Tenshi Kaosu







wtorek, 12 czerwca 2018

Powrót do domu



Witajcie.
Wróciłam do domu. Skończyłam kurs i otrzymałam certyfikat. Wczoraj zaczęłam staż w restauracji jako kelnerka. W mojej poprzedniej pracy wciąż trwa kontrola z PIPu. Powoli zaczynam ogarniać swoje życie. Nie jestem jeszcze w 100% zadowolona z tego, jak wygląda. Ale małymi kroczkami idę do przodu. Na razie jestem usatysfakcjonowana w 20%. Cóż, od czegoś trzeba zacząć.

Dzięki temu stażowi będę miała w końcu jakoś w miarę poukładane życie. Ostatnio brakuje mi harmonii i odrobiny monotonii w moim życiu. Żeby wszystko  się ułożyło. Teraz mam szansę powolutku się zmieniać. Siebie i swoje otoczenie. Będę też w końcu miała czas na bloga (AMEN!).
Jeszcze raz przepraszam za moje nieregularne, chaotyczne posty. Mam nadzieję, że teraz uda mi się to nadrobić i pisać tak regularnie jak w liceum :)

Dieta. Oby tym razem się udało. To samo z ćwiczeniami.

Wczoraj poszło mi całkiem ok.

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (12), ketchup (15), herbata
IIś: -
o: kawa mrożona (63)
p: lody - 2 gałki (140)
k: bułka ziarnista (161), ser biały (24), sałata (2), wędlina (12), ketchup (8)

1l wody niegazowanej + 1l wody gazowanej
Razem: 646 kcal

Niestety treningu wczoraj nie było, bo jak wróciłam z pracy zdążyłam tylko zjeść kolację i od razu chwyciłam się sprzątania. Skończyłam gdzieś o 23, a oczy same mi się zamykały. Miałam ambitny plan wstać wcześnie rano i wtedy poćwiczyć. Ale spałam do 9:30, zjadłam śniadanie, a zaraz muszę jeszcze umyć podłogi i lecieć na 12 do pracy. Także poćwiczę dopiero dziś wieczorem. Jeśli matka mi znowu nie wymyśli czegoś do roboty...

Zajrzę do was na blogi wieczorem, zanim pójdę spać. Jestem ciekawa jak sobie radzicie. Mam nadzieję, że dobrze, a może nawet lepiej niż ja :)

Jednoróżka i słaba: Dziękuję bardzo za wasze komentarze, za wsparcie i rady. Postaram się nie jeść za dużo pieczywa, co niestety nie będzie proste, bo kocham kanapki... Ale tostowego już praktycznie nie jem. Wtedy mieliśmy z P. w mieszkaniu tostowy, bo jak szliśmy dzień wcześniej na zakupy to w Biedrze był praktycznie tylko tostowy :/

wypasiona girl: Mam 163 cm wzrostu, a waga wynosi ok. 75 kg. Dokładnie niestety nie wiem, bo mamy w domu starą wagę i na niej mi pokazuje 72 kg, a na elektrycznej u cioci 78 kg. Zbieram na razie pieniądze i jak tylko pospłacam długi, to pierwsze co kupię, to będzie porządna waga :) Poza tym nie zależy mi już tak bardzo na wadze jak kiedyś. To znaczy, fajnie by było ważyć mniej. Ale kiedyś moim celem było 50 kg, a teraz może być nawet 55-58 kg, bylebym się sama sobie z wyglądu podobała.

Dobra, lecę zapierdzielać. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko mi dziś wyszło i w pracy i z dietą ;)

Tenshi Kaosu




wtorek, 22 maja 2018

Gonna be ok, right?



Cześć.
Cieszę się, że mimo moich nieregularnych i chaotycznych postów, wciąż tu jesteście :) Dziękuję <3

Przez miesiąc mojej nieobecności strasznie dużo działo się w moim życiu i chciałam wam to wszystko opisać, ale w sumie zajęłoby to strasznie długo, a ja znowu bym się denerwowała przez to. Fuck it. W skrócie: mój szef z poprzedniej pracy mnie zrobił w chuja. Miałam się zajmować organizacją eventów i współpracą z teatrami, a przez miesiąc byłam akwizytorem. 3 dni robiłam na czarno bez żadnej umowy. Po miesiącu pracy nie odstałam ani grosza wypłaty. Zmusił mnie do podpisania umowy asekuracyjnej, która mówiła, że wysyła mnie na kurs i mam potem przyjść do niego na staż, a jeśli nie przyjdę to mam mu zapłacić 4000 zł kary. A kiedy po usilnych prośbach podpisał ze mną umowę zlecenie to nie dał mi kopii (a ja młoda i głupia nie pomyślałam, żeby się o to upomnieć), a kiedy wpadłyśmy tam z ciocią to z nim wyjaśnić wymachiwał mi przez oczami "moją" umową, gdzie pierwsza strona okazała się zupełnie inna niż w tej, którą podpisałam. Tak, podmienił mi pierwszą stronę umowy na tak śmieszne warunki, że szkoda o nich pisać... Sprawa została zgłoszona do PIPu i na policji. Ale kutas, gdy tylko zorientował się, że na prawdę to zgłosiłam do odpowiednich instytucji, wydzwaniał do centrum, które organizowało wcześniej wspomniane szkolenie i chciał, żeby mnie z niego wyrzucili. Na szczęście moja ciocia (złota kobieta) kontaktowała się z prawnikiem, zrobiłam co mi kazała i na razie jest względny spokój. Chodzę dalej na kurs, który w sumie jutro się kończy, a w czwartek mam egzamin. Jeśli go zdam, dostanę certyfikat i stypendium z UE, a później muszę zrobić 3-miesięczy staż, za który też dostanę pieniądze z UE. Muszę zdać ten egzamin, choćby ze względu na te pieniądze... Jest u mnie tak ciężko z finansami, że od 2 miesięcy jestem na utrzymaniu P. Gdyby nie on nie miałabym z czego opłacić rachunków, ani nawet kupić sobie jedzenia...

Także... moje życie na razie trochę wisi na włosku. Nie mogę przyznać się rodzicom do tej sytuacji, bo jak ich znam to najpierw dostanę opierdol, że "jestem głupia i jak mogłam się nie domyślić, że coś jest nie tak", a potem pewnie usłyszę "a mówiliśmy ci, że do niczego się nie nadajesz, tak źle ci na tych studiach było?"... Nie mogę zwrócić się do nich po pieniądze, bo będzie tylko "A NIE MÓWILIŚMY?!". Mam dość słuchania od nich, że nic nie umiem i nic mi nie wychodzi. Wolę już chyba przymierać głodem. Ale na staż i tak siłą rzeczy wracam do domu do października (P. też wraca do siebie na wakacje + musi odbyć praktyki). Z jednej strony płakać mi się chce, że znowu będę musiała ich oglądać i słuchać, a z drugiej strony chociaż nie będę musiała płacić czynszu i rachunków, więc uda mi się trochę zaoszczędzić, żeby oddać P. te pieniądze, które mi teraz pożyczył.

Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie męczy, ale może o tym jutro, żeby was nie zanudzić :)

A teraz zrobię coś, czego dawno nie było... Czyli podliczę bilans za dzisiaj. W sumie bardziej dla informacji własnej niż, żeby się nim chwalić.

ś: chleb tostowy pełnoziarnisty x2 (120), ser biały (48), wędlina (12), ogórek konserwowy (4), ketchup (22), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: Oshee Zero (7)
o: naleśniki z warzywami x2 i sosem curry (ok.360)
p: chleb tostowy pełnoziarnisty x4 (240), ser biały (96), wędlina (24), ogórek konserwowy (8), ketchup (44), herbata miętowa, 2 kostki gorzkiej czekolady (73)
(w planie)
k: chleb tostowy pełnoziarnisty x2 (120) ser biały (48), wędlina (12), ogórek konserwowy (4), ketchup (22), herbata zielona

Razem: 1327 kcal

Aktywność fizyczna: siłownia - 1,5 godziny (w planie).

Aż się zdziwiłam... Wydawało mi się, że strasznie dużo tego wyjdzie, a tu się okazało w miarę przyzwoicie. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że ostatnio jadłam bardzo dużo i rozciągnęłam sobie żołądek. Na dodatek w weekend byliśmy z P. na 50 mojego wujka w sobotę i na komunii kuzynki P. w niedzielę (wiadomo jakie jedzenie jest na takich imprezach + alkohol), a ja jeszcze miałam okres i nie miałam siły się pilnować. Ughrrr... Dość wymówek. Trzeba się ogarnąć.

Nic, lecę zrobić sobie kolację, poczytać, co u was i na siłownię. Trzymajcie się ;*
Tenshi Kaosu








niedziela, 20 maja 2018

"Jesteś częścią rodziny"



Cześć.
Znowu mnie długo nie było. Prawie miesiąc. I znowu piszę pod wpływem. Choć tym razem nie jestem pijana, a jedynie lekko wstawiona.

Przepraszam, że tak rzadko się odzywam. Często nie piszę przez lenistwo, a często przez poczucie winy i to, że nie mam się czym pochwalić. Bo w sumie od miesiąca nie schudłam na pewno, a bardzo prawdopodobne, że przytyłam. A przez ten weekend na pewno. Okres i dwie imprezy rodzinne. 50 mojego wujka i komunia kuzynki P.

Wydarzyło się coś... dziwnego? P. będąc ze mną na 50 wujka musiał się cały czas pilnować. Wystarczy, że coś mu nie wyjdzie, albo po prostu zrobi coś, co się nie spodoba mojej rodzinie i od razu słyszę nieprzychylne komentarze w stosunku do niego.  Fakt, nie zawsze mu wszystko wychodzi i zdarza mu się popełniać błędy, ale przecież to ludzkie i nie sprawia, że zależy mu na mnie mniej. A moja rodzina i tak potrafi go pojechać... Dziś byliśmy na komunii kuzynki od P. Część jego rodziny dopiero poznałam, a i tak wszyscy mówili, że jestem "równa babka", żartowali ze mną i traktowali jak swojego. Kilkakrotnie usłyszałam dziś, że jestem już częścią ich rodziny... Obcy ludzie. A potrafili mnie lepiej potraktować i obdarzyć większym uczuciem, niż nie raz moja własna rodzina...


Ale dość tych ckliwości. Jest fatalnie z moim ciałem. Nie wierzę, że mogłam się doprowadzić do takiego stanu. Sukienki, które kiedyś były luźne, teraz są opięte. Spodnie, do których kiedyś potrzebowałam paska, teraz się nie dopinają na mnie. A na dodatek moja przyjaciółka z dzieciństwa S. wychodzi za mąż 4 sierpnia i zaprosiła mnie na wesele. Oprócz tego mam też śpiewać na ślubie, więc na pewno wypadałoby się jakoś prezentować. Mam niecałe 3 miesiące, żeby coś ze sobą zrobić. Jak? Jak to zrobić, żeby mieć tak silną wolę jak w liceum? Jak schudnąć tak szybko i skutecznie jak kiedyś? Tak bardzo bym chciała mieć takie samozaparcie jak 4 lata temu...

A co u was? Mam nadzieję, że zdecydowanie lepiej niż u mnie.

TK



sobota, 28 kwietnia 2018

Dorosłośćkurwamaćjapierdolę

Chujnia z grzybnią.
Wpierdalam dziś, bo z jednej strony czuję się pusta w środku.
Z drugiej strony stresuję się sytuacją w "pracy". Długa historia. Opiszę dokładnie, jak się wszystko wyjaśni.
Do tego ciocia właśnie mi dzwoniła zapłakana ze słowami, że wszystko jest do dupy i ona nie ma dla kogo żyć. Kazałam jej przyjechać do mnie. Za niedługo tu będzie.
Poza tym usłyszałam ostatnio tyle razy, że ja nie mogę mieć problemów i wszystko jest moją winą, że już nie zliczę.

Żyć, kurwa, nie umierać...

TK