piątek, 19 stycznia 2018

I'm just a broken machine



Hej.
Piszę do was znów po dłuższej przerwie. W środku nocy. Po (prawie) pijaku.
Myślałam, że odezwę się dopiero 10 lutego, czyli po całej sesji egzaminacyjnej. Ale nie wytrzymałam. Dziś w nocy, w trakcie picia 3 piwa na odstresowanie, wzięło mnie na przemyślenia, wyrażanie siebie, emocji itp. i postanowiłam napisać.
Jak u mnie? Z jednej strony lepiej, bo przede wszystkim zapisałam się z P. na siłownię. Mamy wykupione karnety od tego tygodnia, jak na razie byliśmy 2 razy i całkiem nam się podoba. Przynajmniej będę miała regularny trening, bo jednak wykupienie takiego karnetu motywuje, żeby się hajs nie zmarnował. Przy okazji udaje mi się na razie w miarę rezygnować z Maka i fast foodów. Ale niestety żadnej konkretnej diety nie ma. A wiem, że 70% sukcesu to dieta. Dlatego przydałoby się w końcu wziąć za to. Z jednej strony to odkładam, bo przecież na razie sesja i to jest ważniejsze niż to, co wkładam do ust. A z drugiej strony czuję, jakby to była po prostu chujowa wymówka, bo przecież, gdyby mi na prawdę zależało, to bym miała dietę mimo wszystko.
A co poza tym?
Czuję się strasznie zestresowana sesją. W sumie,to też jest pojebane.
Bo z jednej strony tak bardzo chcę rzucić te studia, bo przez nie tylko się stresuję i nie czuję się szczęśliwa. Przecież mogłabym rzucić studia, znaleźć pracę w ciągu tygodnia, w weekendy chodzić do szkoły weekendowej i dalej mieszkać z P. Ale z drugiej strony, jak powiem rodzicom, że rzucam studia, to znowu zaczną się kłótnie, gadanie o tym, że jestem do niczego, że nic nie potrafię osiągnąć, albo w ogóle rodzice się ode mnie odetną i nie będę miała z nimi żadnego kontaktu, ani nie dostanę od nich ani gorsza. Tak na prawdę to nawet nie chodzi o pieniądze, bo jakoś poradzę sobie bez nich. Nawet P. powiedział, że jest gotów mnie utrzymywać, byle bym była w końcu szczęśliwa. Ale ja nie chcę tracić rodziców. Wiem, że dużo dla mnie poświęcili. I w zasadzie wszystko, co robię od 20 lat mojego życia sprowadza się do tego, żeby usłyszeć od nich, że są ze mnie dumni. Szczególnie tata. Nie raz rezygnowałam ze swoich marzeń, tylko po to, żeby oni byli ze mnie dumni. Tak bardzo bym chciała choć raz spełnić swoje marzenia i przy okazji usłyszeć od nich, że są ze mnie dumni, bo o nie walczyłam i się nie poddałam. Ale wiem, że to niemożliwe. Mam do wyboru albo męczyć się kolejne 1,5 roku na prawie znienawidzonym kierunku, że oni byli ze mnie w miarę dumni, albo to rzucić, chwytać marzenia i do końca życia słyszeć, że ich zawiodła, że jestem wyrodną córką... Co wybrać?
Gdybym stwierdziła, że rzucam studia to bym olała sesję. Ale przez to, że nie wiem, co robić, staram się dla rodziców. Chcę zdać tę sesję i to jak najlepiej ze względu na nich.
Mam tyle do robienia i załatwiania przez te 3 tygodnie, że pewnie szybko się tu znów nie pojawię. Przepraszam. Chciałabym poczytać na spokojnie, co u każdej z was, ale wiem, że na razie to niemożliwe.
Proszę napiszcie choć pokrótce, co u was. Tęsknię za wami. Ale na razie staram się nie zawieść rodziców...
TK

niedziela, 7 stycznia 2018

Let it all go out now!


"Who says love should break us when we fall?"


Witam.
Miałam was pozytywnie przywitać 1 stycznia. Miałam was przywitać z nadzieją na nowy, lepszy rok. Najpierw odkładałam bloga, bo za dużo spraw do załatwienia, potem bo było mi wstyd. A teraz przychodzę tu, ponieważ muszę gdzieś to wyrzucić z siebie.

Nie wiem nawet od czego zacząć... Pochrzaniło się wszystko w tym moim życiu. I nie tylko moim... Daruję sobie opisywanie wydarzeń z grudnia. Zrobię to kiedy indziej.

Teraz najważniejszy dla mnie jest P. Nie jest z nim ostatnio najlepiej. Zaczął się załamywać. Często płacze, że nie ma siły, że jest beznadziejny, że nie sprosta wymaganiom. A ja w tym wszystkim nie wiem, jak mu pomóc. Czuję, że zawiodłam jako dziewczyna. Powiedział mi, że to siedzi w nim już od dawna. A ja tego nie zauważyłam... Zawiodłam jako dziewczyna i jako przyjaciółka. Wiem, że to przeze mnie. Nie doceniałam go, nie wspierałam wystarczająco. Nie BYŁAM tak jak tego potrzebował.

Gdy do tego dodam grudniowe wydarzenia, nawał obowiązków, nad którym nie nadążam oraz to, że nie umiem przestać jeść, a właściwie wpierdalać... Cóż, zapowiada się świetny rok...

TK



wtorek, 12 grudnia 2017

Zaległości part II




Cześć.
Mam zapierdol na uczelni. A najgorsze jest to, że im więcej mam do zrobienia, tym bardziej mi się nie chce. Dlatego nie będę się też rozpisywać, bo musiałabym się jeszcze pouczyć i chciałabym choć raz się wyspać na zajęcia. To szybkie podsumowanie.

8.12 - 990/950 kcal
9.12 - 863/1100 kcal
10.12 - 1583/1100 kcal (skusiłam się na babkę, którą koleżanka przyniosła do szkoły :/)
11.12. - 1176/900 kcal

12.12.

ś: chleb wieloziarnisty x2 (132), ser (96), wędlina (56), ogórek konserwowy, ketchup (30), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: sok Karotka z lnem (120)
o: pulpet drobiowy x2 (106), soczewica (42), sos pomidorowy (44), surówka z czerwonej kapusty, kawałek sera feta (7), papryka, mała tortilla z mięsem i warzywami (258)
p: -
k: kawa zbożowa z mlekiem (63)

Razem: 1017/800 kcal

Treningów cały czas brak z powodu zaniku motywacji :/ Ktoś jest mi w stanie powiedzieć coś, żebym ruszyła dupę? Nawet zrezygnowałam dziś z treningu judo na rzeczy zjedzenia obiadu (na mieście!)...

To tyle. Lecę spać, a rano wstanę się pouczyć. Obiecuję, że zajrzę do was w najbliższym czasie, jak tylko będę miała chwilę :)

Trzymam cały czas za was kciuki. A wy, proszę, trzymajcie za mnie...

Tenshi Kaosu

PS: Skończył mi się dziś rano antybiotyk (dlatego dziś wyjątkowo ostatni raz zaliczam), więc nie muszę już jeść kolacji. I najwyższy czas zmniejszyć nieco śniadania i wprowadzić więcej warzyw i owoców do jadłospisu...



czwartek, 7 grudnia 2017

Zaległości (przepraszam)



Witajcie.
Przepraszam bardzo, że odzywam się dopiero teraz, a nie w poniedziałek jak obiecałam. Nie wzięłam ze sobą swojego laptopa do domu na czas choroby i udało mi się tylko raz skorzystać z laptopa mamy w niedzielę, a później już niestety nie. Ale przynajmniej nie siedziałam całymi dniami na internecie, tylko czytałam sobie książki i grałam na pianinie. Udało mi się dużo wyćwiczyć na tym pianinku :)
Poza tym bardzo dużo się działo u mnie. Serio. Kto by pomyślał, że w chorobę może się tyle dziać? Ale o tym później, najpierw dieta.
W poniedziałek rozpoczęłam HSGD. Ale niestety bilanse nie są do końca zachowane. Mimo to myślę, że mogę je zaliczyć, bo śniadania i kolacje na razie muszę jeść, bo mam antybiotyk i nie mogę go brać na pusty żołądek, a z obiadami w domu z rodziną... tego chyba nie muszę tłumaczyć. Ale jestem z siebie zadowolona, bo w domu było pełno słodyczy i chipsów, a ja za każdym razem, gdy miałam na to ochotę, sięgałam po mandarynki i wodę :) Dlatego pomimo, że wyszłam trochę poza limity, zaliczam te dni (a pojawiające się co chwila wyrzuty sumienia staram się zagłuszać). Czy dobrze robię?

4.12
ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (18), ketchup (22), kawa zbożowa z mlekiem (63)
IIś: -
o: rosół z makaronem (150), duszona pierś z kurczaka (123), makaron zasmażany z serem żółtym (118), sos pieczarkowy (39), ketchup (22)
p: mandarynki x3, herbata
k: chleb wieloziarnisty (198), ser biały (48), wędlina (18), ketchup (22)
Razem: 1050/900 kcal

5.12
ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (18), ketchup (15), pomidor, herbata
IIś: lody - 2 gałki (174), latte macchiato (88)
o: cheeseburger (354)
p: herbata
k: płatki crunchy (175), jogurt owocowy (127), żurawina
Razem: 1160/800 kcal

6.12
ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (18), ketchup (15), pomidorki koktajlowe x4, herbata
IIś: -
o: pieczarkowa (186), kurczak duszony (46), duszony indyk (84), sałatka ziemniaczana (66), kasza gryczana (150), sos pieczarkowy (39)
p: mandarynka
k: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (18), ketchup (22), herbata
Razem: 1062/900 kcal

7.12
ś: owsianka (231), żurawina
IIś: -
o: pieczarkowa (186), kurczak (92), bułka ziarnista (161), ketchup (44)
p: kilka ciastek domowej roboty (137)
k: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (18), ketchup (22), ogórek, herbata
Razem: 1200/1000 kcal


A teraz czas na krótki opis moich ostatnich przeżyć. We wtorek w bilansie pojawiły się lody, kawa i burger, bo spotkałam się z S. - przyjaciółką z podstawówki. W poniedziałek miała strasznego doła. Jej narzeczony do mnie dzwonił i prosił, żebym z nią porozmawiała. Dlatego spotkałyśmy się we wtorek. Ale wszystko zostało wyjaśnione i już jest u niej dobrze :)
W środę przyjechała do mnie A. - nowa koleżanka ze szkoły weekendowej. Okazało się, że w zmowie z P. zorganizowali dla mnie prezent mikołajkowy, który stanowi spełnienie mojego dziecięcego marzenia. Dostałam kotka! Tak, prawdziwego, małego kotka. Jest cały czarny i ma zielono-szare oczka. No jest po prostu cudowny! <3 Razem z P. wybraliśmy dla niego imię - Jaskier. Przy najbliższej okazji wrzucę zdjęcia mojego małego szatanka :)
 Zdążyłam się jeszcze pokłócić z rodzicami o niego, popłakałam sobie przez ojca, ale na szczęście dziś przed powrotem do mieszkania przeprosiliśmy się nawzajem i myślę, że jeszcze go zaakceptują :)

I niech mi ktoś powie, że bycie na chorobowym jest nudne xD To w sumie tyle. Lecę jeszcze nadrobić zaległości na waszych blogach. Na razie :*
Tenshi Kaosu







niedziela, 3 grudnia 2017

Na szybko!

Cześć.
Szybkie podsumowanie diety. W środę zawaliłam z powodu napadu. W piątek zawaliłam z własnej woli w pełnym stanie świadomości. Po prostu choroba mnie tak dobiła, że nie byłam w stanie sobie gotować obiadu i poszłam za radą P. - zamówiłam pizzę. Odkupiłam to wyrzutami sumienia. Reszta dni zaliczona.
Niestety jestem na laptopie mamy i zaraz muszę go jej oddać, więc nie mogę się rozpisywać dzisiaj za bardzo. Chciałam się po prostu odezwać, żebyście za bardzo za mnie nie zatęskniły ;)
Jutro napiszę porządnego posta i was poodwiedzam.
A tymczasem dobranoc :*
Tenshi Kaosu

środa, 29 listopada 2017

Fatum



Witajcie.
Chyba zawsze tak jest, że 3 dnia diety wszystko się jebie. Tak, miałam dziś napad. Całe szczęście, że koło mnie był P. To on mnie powstrzymał przed spustoszeniem lodówki. I do tego raczej dziś nie poćwiczę, bo jest godzina 20:45, a ja już zasypiam na stojąco i strasznie boli mnie głowa. Ogólnie źle się czuję, chyba coś mnie zaczyna chwytać. Szkoda tylko, że nie tracę przez to apetytu...

ś: wasa x4 (148), ser biały (96), wędlina (37), sałata (2), ketchup (31), kawa z mlekiem (63)
IIś: baton proteinowy (218)
o: pierogi z kapustą i grzybami x7 (610) (!!!)
p: jogurt bananowy (150), suszona żurawina (266), 5 rurek z kremem waniliowym  (295) (!!!)
k: chleb orkiszowy (195), ser biały (96), wędlina (37), ketchup (31), herbata, pianki smerfowe (66), chleb tostowy (92), ser żółty (57), szynka (51), sos czosnkowy (45), ketchup (16) (!!!)

Razem: 2602/1500 kcal (!!!)

Treningu: brak z powodu choroby i lenistwa.

W momencie odechciało mi się pisać dalej. Jak tylko spojrzałam na ten bilans. To jest porażka jakaś. No nic. Dziś do snu kładę się ze smakiem porażki. Ale nie zrażam się, nie będę płakać, ani się ciąć, ani nic z tych rzeczy. Stało się, to się nie odstanie. Trudno. Będzie to dla mnie lekcja na przyszłość. Obiecuję, że jutro się bardziej postaram. No i idę jutro na judo. Więc nawet jeśli nie poćwiczę w domu, to trening będę miała na pewno.

Tyle. Dziękuję za komentarze :) (Choć czytając je i patrząc na mój dzisiejszy bilans, mam wrażenie, że was zawiodłam...)
Tenshi Kaosu





wtorek, 28 listopada 2017

Keep trying till the end of time!



Cześć.
Skąd pomysł na taki tytuł? Bo pomimo tylu niepowodzeń, wciąż wierzę, że kiedyś mi się uda i cały czas próbuję. Tym razem postanowiłam podejść do tego bardziej z głową. Na razie mam tydzień na 1500 kcal. Może następny spróbuję 1300, a potem znowu podejdę do HSGD. Zobaczymy. Takie mam wstępne plany.

Urodziny.
Okazało się, że dzień, którego się w jakiś sposób obawiałam i myślałam, że będzie beznadziejny, okazał się być jednym z najpiękniejszych dni mojego życia <3
Dzień wcześniej P. zaprosił mnie na obiad na burgery do takiej knajpki, do której bardzo chciałam iść. Potem o północy 23.11 (bo kładliśmy się akurat spać) złożył mi życzenia i wręczył prezent. Dostałam przepiękny srebrny komplet: łańcuszek z wisiorkiem i kolczyki. Na dodatek w środku opakowania była taka pozłacana blaszka z grawerem:

"Kochać kogoś - znaczy 
widzieć w nim cuda
dla innych niedostrzegalne"

Kochanej Tenshi Kaosu

Na pamiątkę Wielkiej Miłości
zawsze pamiętający

P.

Popłakałam się ze wzruszenia jak to przeczytałam :')
Od rana oczywiście miałam urwanie telefonu, co chwilę ktoś dzwonił z życzeniami. Na uczelni też wszyscy znajomi mi składali. A ludzie ze szkoły weekendowej zrobili mi składankę zdjęć z życzeniami. 2 dziewczyny z tej szkoły, z którymi się najbardziej zakumplowałam zrobiły mi niespodziankę na uczelni, bo specjalnie dla mnie przyjechały z paczuszką i przywiozły mi sushi. Po zajęciach do mieszkania przyjechała ciocia z babcią (ze strony taty). Udało mi się nawet coś dla nich ugotować i nie wysadzić nic w powietrze ;D Od babci dostałam sporo kasy, a od cioci też biżuterię: srebrne kolczyki i motylkową bransoletkę z Apartu. Dlaczego motylkową? Malutki srebrny motyl na czerwonych tasiemkach. Jak znak z niebios xD Wrzucam zdjęcie tej bransoletki niżej. Postanowiłam nawet, że zacznę ją na stałe nosić, jak schudnę do 68 kg. Takie postanowienie na dodatkową motywację :) W każdym razie po krótkim przyjęciu, ciocia i babcia pojechały, a wieczorkiem z P. oglądaliśmy serial, jedliśmy sushi i piliśmy piwko. Ten dzień był na prawdę świetny! Nie chodzi mi nawet o te prezenty (choć są niesamowite i bardzo mi się podobają). Było mi aż cieplej na serduszku, jak ludzie mówili, że zasłużyłam na tyle niespodzianek i ciepła, bo gdybym nie była dobrym człowiekiem, nic bym nie dostała :') Tyle miłości jednego dnia <3



Strasznie się rozpisałam. Ale to przez to, że do dziś chce mi się płakać ze szczęścia, jak sobie to przypomnę :)

Co do diety i mojej kolejnej próby. Jak wspomniałam, w tym tygodniu 1500 kcal. Chciałam już zacząć HSGD. Ale wczoraj byłam tak głodna, że nie wytrzymałam i zjadłam wieczorem kolację, czym przekroczyłam limit. Jedzenie było ogólnie zdrowe, ale przekroczyłam ten limit. Więc stwierdziłam, że na początek go podniosę. Nie dziwię się, że byłam głodna. Mam rozciągnięty żołądek, bo cały poprzedni tydzień spędziłam na jedzeniu pod znakiem urodzinowo-okresowym. Będę go powoli obkurczać, żeby nie rzucić się na jedzenie. Ok, to bilanse:

27.11
ś: wasa x2 (94), chleb orkiszowy (146), ser biały (96), wędlina (74), ketchup (50), herbata
IIś: baton proteinowy (218)
o: makaron z duszonym kurczakiem i sosem domowym (314)
p: sałatka grecka (130), herbata
k: chleb orkiszowy (244), ser biały (48), wędlina (18), ogórek (7), ketchup (20), herbata
Razem: 1459/1500 kcal

28.11
ś: chleb orkiszowy (244), ser biały (48), wędlina (28), ogórek (7), ketchup (16), herbata
IIś: baton proteinowy (218)
o: zupa warzywna (75), duszona pierś z kurczaka (246), chleb orkiszowy (244), ketchup (16), sok (76)
p: baton proteinowy (218)
k: 2 mandarynki (69)
Razem: 1505/1500 kcal

Trening: 27.11 niestety brak; dziś: Chodakowska - 30 min. interwałów, 1,5 h judo

Jestem z siebie zadowolona. Szału nie ma, ale na początek dobre i to :)

Czas na odpowiedzi do waszych komentarzy:
Melissayo: Jak widać urodziny były dla mnie dniem i to nie małej radości :) Co do filmików na yt, nie wiem dlaczego, ale najbardziej mnie motywuje oglądanie multifandomów. Od jakiegoś czasu dużo oglądam takich filmików i bardzo mi się podobają aktorki, które grają w tych różnych serialach i filmach, bo większość z nich ma powalającą figurę i piękne ogólnie zadbane ciała i twarze. To jakoś mnie motywuje, żeby dbać o siebie, bo chciałabym wyglądać choć w połowie tak dobrze jak one. Dziwne, ale działa :D
Vicky Alexandra: Dziękuję bardzo za życzenia. Mam nadzieję, że wszystkie się spełnią ;*
Czarownica: Jak wspomniałam, zapomniałam na tydzień o diecie totalnie. Niestety zawsze jak się obżeram to od razu odczuwam skutki w postaci fatalnego samopoczucia (i nie mówię tylko o wyrzutach sumienia). Ale nie poddaję się. Spinam poślady i będę dalej walczyć o siebie :)
Tenchi Kaosu: Witaj Siostro :* Dalej czekam na jakikolwiek kontakt z tobą poza blogiem ;)
Lis: Dziękuję za życzenia. Od jakiegoś czasu zaczynam na prawdę w to wierzyć, że zawsze się wszystko ułoży :)

To tyle na dziś ode mnie. Lecę zobaczyć, co u was i spać, bo mam jutro kolokwium i wypada się wyspać ;D

Tenshi Kaosu