wtorek, 17 kwietnia 2018

Czyżbym przerwała złą passę?


Cześć :)
Cieszę się, że żyjecie i że ktoś tu jeszcze zagląda :D
Mogłabym zacząć się grubo tłumaczyć z weekendu... Ale nie ma sensu. Zjebałam na własne życzenie. Ale o dziwo dziś się udało wrócić do diety. A jestem tuż przed okresem, więc to wyczyn! Idę jeszcze zaraz na siłownię, a oprócz tego to w pracy dziś przeszłam ok. 5 km.

Wracam na siłownię. Miałam ostatnio przerwę z powodu braku czasu i chęci. Nowa praca, konflikty w związku, imprezy... Rozumiecie, sprawy ważne i ważniejsze xD No, ale teraz wracam i postanawiam codziennie chodzić na siłownię :) A że chciałabym nauczyć się w końcu tańczyć, a treningu siłowego nie powinno się robić codziennie, postanowiłam to połączyć. W ten sposób dziś robię rozgrzewkę cardio na 25 min. i trening siłowy na 2 partie ciała, a jutro też 25 min. cardio i potańczę sobie trochę, porozciągam się. I tak na zmianę przez cały tydzień. Marzy mi się (oprócz schudnięcia) ogarnąć jakiś fajny układ, nagrać go i wrzucić do sieci. Jeśli się kiedyś uda to może i tu się podzielę tym osiągnięciem ;)

A teraz, bilans:

ś: płatki kukurydziane (116), jogurt owocowy grecki (114)
IIś: chai latte duże (343)
o: jabłko, banan, baton proteinowy (163)
p: -
k: makaron spaghetti z sosem i suszonymi pomidorami (jedzone na mieście) (~500)

Razem: ~1236/800 kcal

Mimo, że przekroczyłam limit zaliczam dzisiejszy dzień, bo bilans jest w miarę zdrowy i przerwałam ciąg wpierdalania :)

To lecę jeszcze na tę siłownię. Trzymajcie się :*

Tenshi Kaosu






czwartek, 12 kwietnia 2018

Słodko-gorzki smak


Hej.
Z jednej strony idzie mi dobrze. W pracy chodzę po kilka kilometrów dziennie, a  co któryś wieczór jeszcze idę na siłownię, a cały dzień jem mało i to głównie zdrowe, dietetyczne rzeczy. A z drugiej co jakiś czas sobie pozwalam. A tu sobie wypiję piwko, a tu sobie zjem lody, a tu czekoladę. Dziś np. byłam na krwiodawstwie i wiedząc, że potem będzie mi słabo, postanowiłam sobie troszkę odpuścić z dietą dzisiaj. I z jednej strony doktor nawet zalecił mi dziś jeść słodycze oraz pić gazowane napoje, żeby podnieść sobie cukier i nie paść trupem na mieście. Ale mogłam stanowczo to ograniczyć. Z jednej strony się usprawiedliwiam, a z drugiej jestem sobą zawiedziona. Dlatego dzień oznaczam na niebiesko i na koniec, podsumowując dietę, nie będę go brała pod uwagę.

Trzeba się ostro wziąć za siebie. Lato już za 2 miesiące, a oponka wciąż zimowa... Dlatego nie poddaję się, walczę dalej! :)

A jak u was? Żyje tu ktoś jeszcze w ogóle?

Tenshi Kaosu






czwartek, 29 marca 2018

Nowa praca



Cześć.
Jak wyglądają moje plany na najbliższy czas?
Znalazłam pracę! I to w dość ciekawej branży. A mianowicie w branży reklamy i marketingu. Przy czym firma, w której dostałam pracę zajmuje się współpracą z wieloma, mniejszymi i większymi, teatrami w wielu miastach Polski i Czech. Czyli można powiedzieć, że trafiłam idealnie, bo jest to związane z moimi zainteresowaniami. Od środy chodzę do pracy na szkolenia, a od 16 kwietnia idę na płatny kurs marketingu i promocji. Po kursie dostanę umowę o pracę :)

Jeżeli chodzi o dietę to na razie idzie ok. Oczywiście może być lepiej, bo dalej ciężko mi sobie odmówić wielu rzeczy. Dziś np. cały dzień miałam mega ochotę Chai Latte z Maka. Na szczęście nie miałam czasu, żeby do niego wstąpić, choć przechodziłam koło niego chyba z 8 razy... Ale powoli będzie coraz lepiej. Wiem to! Poza tym na razie jakoś mam zastój z siłownią. Ale po świętach razem z P. wracamy i intensywnie walczymy o siebie.
To chyba czas na bilans z dzisiaj:

ś: chleb tostowy pełnoziarnisty x2 (109), ser biały (48), wędlina (24), ketchup (16), herbata
IIś: chleb tostowy pełnoziarnisty x2 (109), ser biały (24), wędlina (12), ketchup (8)
o: ryż (50), polędwiczka z kurczaka w sosie chilli (100), tortilla z mięsem (250), sałatka grecka, surówka z czerwonej kapusty, surówka z brokułów - jadłam na mieście, więc szacuję ilość kalorii
p: koktajl z truskawek (110)
k: trochę chleba pszennego (w kościele dawali :D) (60), 3 kostki gorzkiej czekolady (66), herbata

Razem: ok. 936/1000 kcal

Dzisiejszy dzień był też dość aktywny, bo w pracy się trochę nachodziłam. W sumie zrobiłam dziś 15 736 kroków. To chyba nieźle, nie? :)

Mam wrażenie, że od kiedy zniknęłam na jakiś czas to i was jakoś ubyło... Dajcie znać, że żyjecie, proszę! I jeśli Mellisayo nawet zniknęła. Jeśli ktoś ma do niej kontakt, albo jeśli Ty sama to czytasz to proszę o odzew, bo martwię się, czy wszystko u niej (Ciebie) gra.

To na dziś tyle. Odezwę się znowu jutro wieczorem, albo w sobotę, jak już będę w domu. Trzymajcie się i za mnie kciuki ;)

Tenshi Kaosu


poniedziałek, 26 marca 2018

Dzień 1


Cześć.
Chciałam się rozpisać. Ale przez pewne wydarzenia nie dam rady. Na razie powiem tyle, że zaczęłam HSGD. Dodaję tylko bilans i lecę.

ś: jogurt naturalny grecki (88), płatki kukurydziane (116), żurawina, herbata
IIś: banan. Oshee Zero (7)
o: rosół z makaronem (148), ryż z kurczakiem i sosem (475)
p: smoothie z różnych owoców
k: 2x żytnia wasa (42), margaryna (14), wędlina (32), ketchup (14)

Razem: 936/900 kcal


TK



niedziela, 25 marca 2018

So here I go



Witajcie.
Wracam na stare śmiecie, tym razem na 99% na stałe.

Bardzo utożsamiam się z tekstem tej piosenki... Ja też ostatnio nie wiedziałam dokąd idę, byle przed siebie. Choć w moim przypadku był to konieczny, senny spacer. Czas i życie zaczęło mi przelatywać między palcami. I to w momencie, kiedy wydawało mi się, że w końcu jestem panią swojego losu. I wiem, że jestem. Tylko chwilowo mam jakieś takie... załamanie? Ale nie poddaję się. Choć motywacja przede mną ucieka, ja będę ją gonić. Jeśli powiedziałam A, muszę też powiedzieć B.

To może opiszę troszkę, jak teraz to u mnie wygląda.
Zamknęłam sesję zimową i złożyłam dokumenty o urlop dziekański w dziekanacie, czekam na decyzję dziekana, ale raczej udzieli mi tego urlopu. Gdy w ferie powiedziałam moim rodzicom o tej decyzji, rozpętałam burzę w domu. Obecnie mamie przeszło i rozmawia ze mną normalnie, tata nie pisze, nie dzwoni, gdy spotkamy się w domu rozmowy ogranicza do minimum. Powiedział, że jak złożę te dokumenty to on już nie ma córki. Zabolało. Ale nie mogę więcej ulegać jego szantażom emocjonalnym. Robiłam to przez 20 lat swojego życia, wystarczy. Dlatego od czwartku mój tat oficjalnie jest bezdzietny :)
Pozdawałam wszystkie egzaminy w szkole weekendowej i to na całkiem dobre stopnie, z niektórych przedmiotów byłam najlepsza w całej grupie i bardzo mnie chwalili nauczyciele. 4 marca mieliśmy występy z okazji dnia otwartego naszej szkoły i miałam okazję śpiewać solo. Udało się i to chyba całkiem całkiem, bo nawet dyrektorka powiedziała, że jestem jej największym sukcesem :) (Taty na występie oczywiście nie było...)

W ten weekend byłam na Akademickich Mistrzostwach Polski w judo. Mi osobiście nie udało się nic wywalczyć, ale dość dobrze nam poszło w klasyfikacji uczelnianej. Ale jaram się, bo to były moje pierwsze w życiu takie zawody. A na dodatek moim marzeniem od dziecka było, żeby zbierać medale i puchary, ale nigdy się to nie udało. A dziś każdy z nas dostał medal za zajęcie 2 miejsca jako uczelnia :') (Od czegoś trzeba zacząć, nie? ;P)

To czas w którym powinnam opisać szczegółowo swoje plany na najbliższy czas. Ale tym zajmę się jutro. Na razie powiem tyle, że zaczynam znowu HSGD i tym razem dociągnę ją do końca. Dziś już zmykam spać, ale jutro zajrzę do Was, obiecuję. A potem napiszę, jaki plan zrodził się w mojej głowie ;)

W takim razie, życzę dobrej nocy i mnóstwa pozytywnej energii!!! :)




niedziela, 18 lutego 2018

Wstyd/bezsilność/okres?



Witajcie.
Chciałam się tylko odezwać, że żyję. W Tłusty Czwartek zjebałam i tak zostało...

Po gimnazjum, gdy postanowiłam się odchudzać, z dnia na dzień porzuciłam WSZYSTKIE słodycze, fast foody, tłuste rzeczy, śmieciowe żarcie, gazowane i słodzone napoje, ketchup i inne sosy... Potrafiłam bez problemu ćwiczyć 5 razy w tygodniu po 2 godziny. I to wszystko sprawiało mi przyjemność! Przez pół roku wytrzymałam tak i nie miałam ani razu jakiegoś większego kryzysu. Schudłam wtedy 15 kg...

Tak bardzo chciałabym się cofnąć w czasie do tamtego momentu, zajrzeć sobie do głowy i dowiedzieć się, jak mi się to wtedy udało? Bo teraz za każdą próbą następuje zastraszająca porażka...

Odezwę się niedługo, jak ogarnę swoje życie. A muszę to zrobić szybko, bo czuję, że już teraz mi ucieka między palcami.

Na razie.

niedziela, 4 lutego 2018

"Kiedy pokonasz swój lęk, będziesz wolny!"


Witajcie.
Po długich i ciężkich rozmowach z P. i A. (nowa przyjaciółka ze szkoły weekendowej) podjęłam bardzo ważną decyzję: biorę rok urlopu dziekańskiego.
Wydaje mi się to teraz najlepszą decyzją. P. pokazał mi pewną bajkę pt. "Kto zabrał mój ser?" (polecam wszystkim). Pozwólcie, że przytoczę mój ulubiony cytat: "Bezpieczniej jest błądzić w Labiryncie niż pozostawać w bezserowej sytuacji". Labirynt jest życiem, a Ser marzeniem. Mówiłam P., że chciałabym zrezygnować ze studiów i spełniać swoje marzenia, ale się boję. Tak samo jeden z bohaterów bajki. Bał się wyjść w ciemny Labirynt. Ale kiedy ruszył, pozbył się lęku i był wolny, a to sprawiło, że Labirynt nie był już taki straszny. I po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć Ser i być szczęśliwym. Chyba czas, abym i ja ruszyła w poszukiwaniu swojego Sera :)
Zdecydowałam się na urlop dziekański, bo gdybym jednak chciała wrócić na chemię to nie stracę tego 1,5 roku nauki tylko za rok będę mogła kontynuować studia. A jeśli uda mi się zdobyć dobrą pracę, to nie będę wracać. Wolałabym tę opcję, ale zobaczymy jak życie się potoczy.

Główne cele na chwilę obecną to zaliczyć wszystkie egzaminy w tej sesji, złożyć potrzebne dokumenty, powiedzieć rodzicom o mojej decyzji (i przeżyć ich gniew) i znaleźć pracę. A w międzyczasie muszę pozdawać wszystkie egzaminy w szkole weekendowej, choć to już raczej zrobię z uśmiechem i chęcią niż z konieczności.

Co do diety to na razie idzie ok. W piątek wieczorem P. zabrał mnie na kawę do kociej kawiarni <3 I tam skusiłam się na kawę chai latte, która była dość słodka, ale poza tym było spoko. Niestety wczoraj po szkole ze znajomymi wybraliśmy się na miasto i tam się złamałam. Zjadłam na obiad z nimi taką grzaną kanapkę z kurczakiem i (o zgrozo) sosem miodowo-musztardowym, potem ciasto bananowe z twarożkiem waniliowo - cynamonowym z rodzynkami i potem jeszcze gałkę lodów miętowych. Ale trudno, stało się to się nie odstanie. Nie ma się co załamywać. Jutro pójdę na siłownię to to spalę, a dziś dalej się trzymałam planu i jestem z siebie mimo wszystko dumna. :)

Chcę zmienić swoje życie. Wiem, że to nie będzie proste i czeka mnie długa droga. Ale kroczek po kroczku chcę to zrobić! Dawno nie czułam takiej woli walki. Oby tylko nie brakło mi sił. Ale wiem też, że są przy mnie osoby, które w chwilach słabości będą mnie podnosić. I za każdym razem, gdy upadnę wyciągną rękę, a gdy nie będę miała siły iść wezmą nawet na barana.

Walczę! Trzymajcie kciuki, bo ja za was też cały czas trzymam :)