poniedziałek, 11 września 2017

Zła passa


Witajcie.
Przepraszam, że się nie odzywałam kilka dni. Miałam bardzo zły weekend. Upłynął mi pod znakiem napadów, wyrzutów sumienia, postanowienia poprawy i ponownego zawalania. Po prostu dramat. W piątek byłam pisać kolokwium zaliczeniowe z matematyki (poszło całkiem dobrze, mata zaliczona na 3,5, a profesor zgodził się zwolnić mnie z egzaminu), a potem spotkałam się z dwiema koleżankami. Jadłyśmy razem obiad. Ale jako, że jedna jest jeszcze grubsza ode mnie i też się odchudza, a druga jest wegetarianką to nie jadłyśmy dużo i wszystko w wersji fit. Za to jak wieczorem wróciłam do domu miałam napad. W sobotę od rana znowu trzymałam się diety i specjalnie szłam biegać przed tą 18, żeby tam sobie na coś pozwolić. Pozwoliłam sobie na więcej niż planowałam... W niedzielę rano nie zjadłam śniadania, bo było mi jakoś niedobrze, ledwo co tknęłam obiad. Ale za to wieczorem jak przyjechałam znowu do cioci poczułam się lepiej i po całym dniu głodówki rzuciłam się na jedzenie i wpierdalałam przez 2 godziny bez przerwy! Dopiero dziś jakoś się ogarnęłam. Choć muszę przyznać, że znowu miałam ochotę wpierdzielać co popadnie. Na szczęście tłumię apetyt owocami.

No, ale niestety. Aralka, Aniela, macie 3 punkty przewagi... Aż mi wstyd. I boję się stawać na wagę cioci, bo pewnie mi pokaże ponad 70 kg... Mam ochotę się załamać.

Poza tym cały czas kłócę się z P. Szkoda gadać. Mam dziś bardzo depresyjny nastrój. Nawet podczas zwykłej rozmowy z ciocią zaczęłam niepotrzebnie krzyczeć i płakać. A ciocia stwierdziła, że muszę zacząć brać coś na uspokojenie. Na szczęście nie była zła za mój wybuch. Sama cierpi od lat na depresję, więc mnie rozumie i wie, przez co przechodzę.

Wybaczcie, ale mam tak zły humor, że nawet nie chce mi się nic więcej pisać. Wstawię tylko bilans i idę zajrzeć na wasze blogi, co słychać.

ś: 3 kromki żytniej wasy (111), ser biały (72), wędlina (59), 9 plastrów ogórka, ketchup (41), herbata
IIś: baton proteinowy (138), jabłko, kawa z mlekiem (125)
o: kurczak grillowany (185), 2 ogórki konserwowe
p: jabłko, herbata
k: herbata

2l wody niegazowanej
Razem: 731/900 kcal

Trening: -

(Mam nadzieję, że ten bilans się już nie zmieni... )
TK

wtorek, 5 września 2017

Plan Biegacza


Hej. Miałam nie pisać, ale obiecałam Random Beauty, że wrzucę tutaj Plan Biegacza, dzięki któremu zaczęłam (i nawet polubiłam) biegać.A to przy okazji wrzucam bilans:

ś: 3 kromki żytniej wasy (111), ser biały (72), polędwica (27), 6 plastrów ogórka, ketchup (27), herbata
IIś: -
o: fasolka po bretońsku - zupa (165) (więcej było wody niż fasolki, a mięsa z tego w ogóle nie ruszyłam)
p: jabłko, baton proteinowy (138), herbata
k: 2 kromki żytniej wasy (74), ser biały (34), polędwica (18), ketchup (14), 2 plastry ogórka, herbata

1,5l wody niegazowanej
Razem: 680/800 kcal

Trening: -

W sumie nie działo się dziś nic specjalnego poza tym, że ciocia stwierdziła, że ją motywuję i ona chce się ze mną odchudzać. Teraz wszystkie posiłki dla cioci robię ja. Dietetycznie. A babcia musi sobie sama robić...

No nic, nie będę się rozpisywać, jak nie ma o czym. Zamiast tego wrzucam ten obiecany Plan Biegacza. Mam nadzieję. że kogoś to zmotywuje do ćwiczeń ;)
Trzymajcie się kochane :*
Tenshi Kaosu


poniedziałek, 4 września 2017

Co? Łóżko.


Hej.
Dziś będę się streszczać, bo po pierwsze jestem padnięta, a po drugie na komputerze wujka ciężko się pisze...

Weszłam u cioci na wagę. Pokazała 67,9 kg. A moje teorytycznie zepsuta w domu 65,5 kg... I której mam do cholery wierzyć? Poza tym ćwiczyłam dziś w sypialni cioci przed lustrem. Nie polecam. Podczas ćwiczeń cały czas płakałam patrząc na swoje wielkie, niezgrabne cielsko.

Jedyny "pozytywny" akcent w dniu dzisiejszym to fakt, że zaliczyłam chemię analityczną. Pinda mi wpisała 3, chociaż jestem na 99,99% pewna, że wszystko miałam dobrze. Ale już chuj, zdane. Teraz tylko zaliczyć w piątek matę i jeszcze egzaminy z tych 2 przedmiotów.

Bilans:

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (9), ketchup (20), herbata
IIś: paraguayo, kawa zbożowa z mlekiem (56)
o: zupa pieczarkowa (156), gotowana pierś z kurczaka (227), ketchup (40), marchew z żurawiną i jabłkiem
p: herbata, 1 Pokcy (9)
k: baton proteinowy (138), jabłko

1l wody niegazowanej
Razem: 864/900 kcal

Trening: bieg (5,4 km w 40 min.), MC Sexy Legs, Mel B - brzuch, ramiona, 6 min. na wewnętrzną stronę ud.

Pierwszy dzień HSGD zaliczony.
Jutro raczej nie będę pisać. Wbiję tylko zaznaczyć w kalendarzyku, czy zaliczyłam. Nie gniewajcie się, ale skomentuję wasze blogi w piątek wieczorem w domu.
Trzymajcie się, stay strong :*
Tenshi Kaosu

<bez thinspo, bo nie chcę ściągać nic takiego na wujkowy komputer...>

niedziela, 3 września 2017


Hejo! :D
Już wiem, czemu mi się waga zepsuła xD Wszystko wyjaśniają te obrazki:


To takie prawdziwe :')
Dziś odrobinę bardziej produktywnie niż wczoraj. Byłam na mszy w kościele (przy okazji organistka zaprosiła mnie na swoją 18-nastkę xD), w galerii na zakupach z mamą (kupiła mi książkę! <kochana>), a wieczorem się uczyłam. Od 18 do 22 siedziałam nad matematyką. Jutro mam ostatnie korki przed piątkową poprawą. Trochę się denerwuję, bo dziś miałam taki zastój umysłowy, że nad zadaniami, które 2 tygodnie temu robiłam bez problemu, dziś siedziałam z otwartymi ustami przez kilkadziesiąt minut tylko po to, żeby stwierdzić, że tego nie umiem... Załamka... Mam nadzieję, że jak się wyśpię to jutro będzie lepiej, że o piątku nie wspomnę...

Bilans:

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), wędlina (9), ketchup (20), papryka (2), kawa zbożowa z mlekiem (56)
IIś: -
o: zupa pieczarkowa z groszkiem ptysiowym (159), gotowana pierś z kurczaka (128), ketchup (40), marchew z jabłkiem, jeżynami i żurawiną (80)
p: BubbleTea (ok. 350?), baton proteinowy (138)
k: herbata

1l wody niegazowanej
Razem: ok. 1191 kcal

Trening: niestety dzisiaj brak :c

Nie miałam pojęcia, że BubbleTea ma tyle kalorii... Aż mi teraz wstyd, że się na nią skusiłam. I nie ćwiczyłam do tego. Moja mama miała ochotę na tę herbatkę... A ona rzadko kiedy ma ochotę na takie rzeczy, więc wzięłam z nią... A ćwiczyć na prawdę chciałam. Ale najpierw musiałam zrobić matę. A jak siadłam to nawet się nie obejrzałam jak była 22 i już na prawdę nie miałam weny na nic... Boże,  jak mi wstyd z tego powodu. Czuję się jak leń śmierdzący... Przepraszam.

No nic. Spinam poślady i walczę jeszcze ciężej niż do tej pory! Nie ma wymówek! Nie ma łez! Jest tylko odrobina goryczy porażki, która motywuje do dalszej pracy!
Jutro zaczynam HSGD. Nie wiem, czy uda mi się u cioci dodawać posty codziennie, ale zrobię co w mojej mocy :)

Poza tym Aralka i Aniela zgodziły się, żebym dołączyła do ich rozgrywki. Która pierwsza zawali. Gramy do 5 punktów. Dziś mam wrażenie, że przez to BubbleTea poległam. Kurwa. Ale od jutra się tak łatwo nie dam! Będę walczyć!

Siofra: Nie denerwuj się, jakoś to będzie. Do której klasy idziesz? :)

Melissayo: Hm... A propos wcześniejszego chodzenia spać... 00:30 się liczy? xD A plan dnia u mnie nie wypali. Kiedyś próbowałam rozplanować sobie wszystko godzinowo, ale nigdy to nie wychodziło. Ograniczam się do robienia rano listy rzeczy do zrobienia i wieczorem sprawdzam, czy udało mi się zrobić wszystko (nigdy się nie udało... ;-;). Trzymaj dalej kciuki za te wyniki, bo na razie dalej ich ni widu ni słychu...

Aniela: Cieszę się, że mogę do was dołączyć :) Dziś spieprzyłam, ale więcej się tak nie dam :P Co tak w ogóle studiujesz? I łączmy się w studenckiej radości z jeszcze jednego miesiąca wakacji!

Davina: Cieszę się, że piosenki, które tu wstawiam ci się podobają :) Mam nadzieję, że nie obrazisz się, jak za jakiś czas przestawię się na metal xD (Tak mam takie fazy, raz klasyka, raz metal, raz pop, raz muzyka filmowa itd.)

Dobra, zmykam spać, żeby jutro mieć energię zrobić wszystko, co zaplanowałam i jeszcze więcej! Trzymajcie się :*
Tenshi Kaosu




sobota, 2 września 2017

Ech...


Witajcie.
Mam jakiś taki dziwny dzień... Spałam od północy do 11:30, więc przynajmniej raz się wyspałam. Ale przez to nie zdążyłam zrobić wszystkiego, co sobie zaplanowałam. Ale przynajmniej teraz mam czas ogarnąć blogi, facebook'a, wystawić książki na sprzedaż, ewentualnie skończyć książkę. A propos: dodałam nową zakładkę na blogu z listą książek, które chcę przeczytać. Jeśli macie jakieś propozycje to byłabym wdzięczna na tytuły w komentarzach :)
A poza tym to dziwny ten dzień, bo jakbym się spięła to zrobiłabym o wiele więcej, ale jakoś nie mogę się zebrać w sobie, żeby zrobić cokolwiek. To i tak dobrze, że posprzątałam dziś u siebie, wyodkurzałam i pomyłam podłogi. A jutro się wezmę za naukę.
Co do wczorajszego zaliczenia to mam nadzieję, że się uda. Zadania były proste i rozwiązałam je wszystkie. Na 99% zrobiłam je wszystkie dobrze. Poproszę jeszcze babkę z korków, żeby sprawdziła, czy dobrze to zrobiłam (mam zdjęcie kolokwium i moich odpowiedzi). Jeśli ona stwierdzi, że jest ok, a tamta stara jędza nie będzie chciała dać mi zaliczenia to idę na skargę do dziekana, bo moja cierpliwość to tej pizdy się kończy.
Dobra, nie będę się na razie niepotrzebnie tym denerwować. Skupię się na czymś innym. Bilans:

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), polędwica (9), ketchup (20), kawa zbożowa z mlekiem (56)
IIś: -
o: zupa fasolowa (117), duszona pierś z kurczaka (92), duszona marchewka z fasolą szparagową (29), ketchup (40)
p: baton proteinowy (138), herbata
k: -

1,5l wody niegazowanej
Razem: 710 kcal

Trening: bieg (ok. 5 km w 40 min.), Mel B - ramiona, 6 min. na wewnętrzną stronę ud, 20 min. rozciągania

Melissayo: Dziękuję ci za tę aplikację - Runkeeper! Jest cudowna i działa! xD Dzięki niej się dziś dowiedziałam, że trasa, którą zawsze biegam nie ma 3,5 km tylko ok. 5 km (dokładnie nie wiem, bo pod koniec mi telefon padł ;-;) Ale i tak poprawiłam czas o 2,5 min.! :D

Aniela: Widzę, że nie tylko mnie spotykają studenckie absurdy... To co się dzieje na tych uczelniach to kpina czasami :/ A studiuję chemię. Jeśli się uda dostać na 2 rok to będę miała specjalność: chemia leków :)

Random beauty: Niestety ona zawsze była taką jędzą :/ A do tego jej dyktowanie notataek wygląda tak: "Yyyyyyy.... Chlorek sodu...... To. I wtedy to reaguje i to tak." - DOSŁOWNIE!

Od poniedziałku chciałbym wystartować z jakąś konkretną dietą, tylko nie umiem się zdecydować którą. Myślałam o czymś w stylu SGD, ale w poniedziałek wieczorem wyjeżdżam do babci i cioci i będę tam aż do niedzieli wieczora. Ciocia biedula złamała kostki w stopie, miała gips, ale jej się nie zrosły. Prawdopodobnie będzie musiała mieć operację. A babcia jest starsza i trochę schorowana, przez co potrzebują mnie do pomocy. Ktoś musi w domu posprzątać, pomóc cioci się ubrać, zawieźć ją do lekarza czy przynieść jej jedzenie do łóżka. Dlatego zastanawiam się nad HSGD. Co myślicie? Czy macie może inne propozycje?

A jak wam się wiedzie? Mam nadzieję, że dobrze :) Która od poniedziałku zaczyna szkołę? :D
Tenshi Kaosu






czwartek, 31 sierpnia 2017

Coś mnie zżera...


Hej.
Dosłownie zżera mnie stres przed jutrem. Mam poprawkę z chemii analitycznej. Z obliczeń dokładnie. Cały semestr. 5 zadań. Godzina. Ja, kartka papieru, długopis i kalkulator. Ostatni raz się tak denerwowałam podczas egzaminu na prawo jazdy...
Najgorsze jest to, że prowadząca pani doktor chemii jest starszą kobietą i do tego głupią cipą. Nie da się jej przetłumaczyć nic. Zrobiła błąd? To niemożliwe, to po prostu cała reszta świata się myli. Robiłam zadania z jej skryptu, ale połowa wyników się nie zgadzała z odpowiedziami (okazało się, że odpowiedzi są błędne, potwierdzone info, sprawdzała mi obliczenia babka z korków), podane zostały złe wzory lub są one źle zastosowane w podanych przykładach... No i weź się z tego człowieku ucz! Pani, która udzielała mi korepetycji była w szoku, że z moim poziomem wiedzy w ogóle ich potrzebowałam. I w podwójny szok wprowadził ją fakt, że już 2 razy te kolokwium oblałam... Mam wrażenie, że szanowna prowadząca mnie po prostu nienawidzi i robi wszystko, żeby mnie uwalić. Ostatnio nie uznała mi 2 odpowiedzi, bo robiłam innym sposobem niż ona chciała. Co z tego, że mój sposób też był poprawny, odpowiedź się zgadzała? Chuj, upierdolimy tę dziewczynkę...
Boję się, że jutro będzie to samo. Że znowu tego nie zdam, choć wszyscy mówią, że jestem odpowiednio przygotowana. Teraz to zostało mi tylko się pomodlić, żeby mieć te 60%, dostać zakichaną tróję do indeksu i heja! Potem tylko matematyka i egzamin z analitycznej. Ale o to już się aż tak nie martwię.

Ok, szybko bilans i spadam spać.

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (48), polędwica (9), ketchup (20), rzodkiew (2), herbata
IIś: małe jabłko (78), baton proteinowy (138)
o: paraguayo (37), pół dużego jabłka (65)
p: -
k: zupa pieczarkowa z kilkoma kulkami ptysiowymi (186)

1,5l wody niegazowanej
Razem: 744 kcal

Trening: ok. 45 min. pływania kajakiem

P. zabrał mnie dziś na kajaki, żebym się trochę rozerwała i zapomniała o stresie. Poza tym chcieliśmy wyjaśnić sobie ostatnią sprzeczkę. A chcieliśmy to zrobić dziś, bo jutro P. wyjeżdża i wróci dopiero 10 września. Było na prawdę fajnie. Oczywiście ten idiota ochlapał mnie specjalnie tak, że nie było na mnie suchej nitki xD Ale był to bardzo dobry trening na ramiona. Muszę to jeszcze kiedyś zrobić. W ogóle wykupiliśmy kajak na pół godziny, bo robiło się późno i mieli za chwilę zamykać. Pływamy i gdy zbliża się koniec czasu przypływamy do pomostu, a ochroniarz do nas: "W sumie jest taki piękny wieczór, wakacje się kończą, a pogoda ma się niedługo zepsuć... To popływajcie sobie jeszcze z 15 minut za darmo!" :D (A my jak to typowi Polacy Cebulacy korzystaliśmy z promocji xD)

Dobra, zmykam spać, bo przed 6 muszę wstać na pociąg. Trzymajcie za mnie kciuki jutro :)
Tenshi Kaosu


środa, 30 sierpnia 2017

I just wanna get high



Witajcie.

Po kolei:
Piątek. Rano pomagałam mamie w pracy, po południu wizyta u okulistki. Moja wada wzroku nawet ją zagięła. Plusy przeszły mi w minusy. Jak? Nikt nie wie. Wieczorem grill u G. Urodzinowy nawiasem mówiąc. Dla jej nowego chłopaka. Upiłam się piwem i było mi tak słabo... Myślałam, że zemdleję. Rano zebrałam się stamtąd zanim G. wstała. Uciekłam w poszukiwaniu resztek swojej godności.
Sobota. Warsztaty. Lekki kac. Zdjęcia do plakatów na występ w stylizacjach inspirowanych "Grą o tron". Każdy sam musiał sobie ogarnąć kostium. Wydaje mi się, że (nie chwaląc się) miałam najbardziej majestatyczny strój. Jak tylko dostanę zdjęcia to wrzucę tutaj. Będziecie mogli porzygać się na widok moich fałd tłuszczu. Wieczorem zjarałam się z B. (stałam pochylona przez pół godziny, bo mi się wydawało, że jest pod górkę, o godz. 21 nosiłam okulary przeciwsłoneczne i jadłam żurawinę, a kolega mi wkręcał, że zachodzące słońce to tak na prawdę wulkan, który zaraz wybuchnie xD), a jak trochę mi przeszło pojechałam do P. na noc. No i spędziliśmy romantyczny wieczór pełen namiętności  ;)
Niedziela. Zakończenie warsztatów, przez co zajęcia trwały tylko godzinę. Potem szybko do domu, na mszę i mieliśmy gości. Wieczorem jeszcze trochę poćwiczyłam i poszłam spać.
Poniedziałek. Rano korki, obiad, kolejne korki i wieczorem szłam na noc do S. (przyjaciółka z podstawówki), bo jej kuzynka przyjechała na kilka dni, a zawsze dobrze się razem bawiłyśmy. Na nocce dużo niezdrowego jedzenia i picia, trochę alkoholu i mnóstwo śmiechu.
Wtorek. Rano znowu pojechałam pomóc mamie w pracy, były tam też moje 2 koleżanki, trochę sobie z nimi pogadałam. Po południu dostałam wiadomość od G., że ma problemy. Jak się okazało dość poważne. Na razie czekam na rozwój wydarzeń, ale strasznie się o nią martwię. Pokłóciłam się z P. I tym sposobem na wieczór miałam zafundowanego doła. Spędziłam ten czas oglądając serial, wpieprzając chipsy, popijając Pepsi i Karmi. Dzięki temu miałam ogromne wyrzuty sumienia, przez co dołek był coraz głębszy, przez co coraz więcej jadłam i tak cały wieczór.

Dziś.
Rano zjadłam śniadanie, ćwiczyłam, liczyłam zadania, obiad, dalej zadania, korki i znowu zadania. Teraz na chwilę usiadłam do komputera, żeby napisać posta i podliczyć kalorie.

ś: bułka ziarnista (161), ser biały (96), polędwica drobiowa (37), ketchup (20), rzodkiew x2 (5), kawa zbożowa z mlekiem 250 ml (40)
IIś: jabłko (94), baton proteinowy (138)
o: pół miski zupy pieczarkowej z odrobiną makaronu (93), duszona pierś z kurczaka (227), duszona marchew z fasolką szparagową (27), ketchup (60)
p: 400 ml wody aloesowej (176)
k: kawa zbożowa z mlekiem 350 ml (58)

2 l wody niegazowanej
Razem: 1232 kcal

Trening: bieg (ok. 3,5 km w 42,5 min.), MC Sexy Legs, Mel B - brzuch, ramiona, 6 min. na wewnętrzną stronę ud.

Masakra... Wydawało mi się, że mało dziś zjadłam. A tu bilans powyżej 1200... To straszne! Przeraża mnie to. I nawet nie mam się jak zważyć, bo moja waga zwariowała... Czuję się taka brudna od tego jedzenia. Taka tłusta i obrzydliwa. Muszę mniej jeść i więcej ćwiczyć. Tym bardziej, jeśli chcę schudnąć 10 kg do 15 października, żeby spełnić swoją część układu z B. W piątek nawet okulistka kazała mi zmienić dietę. Mam przejść na wysokobiałkową i ograniczyć węglowodany. Dlatego już całkiem rezygnuję z ziemniaków, makaronu i postaram się ograniczyć pieczywo i kasze. Następnym krokiem będzie rezygnacja z ketchupu. Nie wiem, jak ja to zrobię. Nie wyobrażam sobie jeść mięso, czy kanapkę bez ketchupu... Ale muszę. Uda mi się!

I najwyższy czas zainwestować w nową wagę... Muszę sprzedać książki, bo nie mam prawie w ogóle pieniędzy, a taka waga trochę kosztuje. I jutro się zmierzę. Choć boję się, co mi pokaże centymetr...

Polecicie mi jakieś aplikacje na telefon, które mierzą odległość podczas biegu? Coś w stylu Endomondo (to badziewie nie działa na moim telefonie...), tylko lepsze? :D

A jak u was? Mam nadzieję, że nie dajecie się pokusom w przeciwieństwie do mnie...
Trzymam za was wszystkich kciuki :)
Tenshi Kaosu